Witaj! ZALOGUJ SIĘ

Mój własny dom

Witam,

Mam na imię Magda, w lipcu dobiję do portu 39-u lat.

Wyjechałam do Włoch po prawie półtora roku walki o zebranie pieniędzy na start. Pochodzę z bardzo biednej rodziny, jedyne co posiadałam z mamą to małe gospodarstwo, które ratowało nas wiele razy od głodu.

W wieku licealnym wiele moich znajomych koleżanek jedyne, czego pragnęły to wyjść dobrze za mąż. Ja wiedziałam, że to nie jest moje przeznaczenie. Po skończeniu liceum i dwuletniego studium na kierunku: „technik ekonomista” specjalizacja: „organizacji i zarządzania przedsiębiorstw transportowych” oczywiście próbowałam znaleźć pracę w Polsce,. Niestety 17 lat temu pracując w biurze prywatnej firmy zarabiałam tyle, że wystarczało na pomoc mamie w zapłaceniu rachunków i na bilet na dojazdy do tejże pracy.

Próbowałam rozwinąć gospodarstwo - uprawę tytoniu, niestety skup został zajęty przez amerykańską firmę i ceny poszły w dół. Chciałam też hodować byki na mięso, ale nie miałam środków na rozwój, a nie chciałam mieszać banków w moje życie. Poza tym miałam już jednego byka, który pewnego dnia zerwał łańcuch i z trudem złapałam go na lasso jak kowboj - pół tony to jednak pół tony, a ja ważę niecałe 60 kg... wtedy zdałam sobie sprawę, że bez pomocy będzie trudno i zaczęłam myśleć poważnie o wyjeździe.

Początkowo miał być Nowy Jork jako baby-sitter, ponieważ dobrze mówiłam po angielsku, ale nic z tego nie wyszło - głównie przez rozpacz mojej mamy i prośby, by zatrzymać się gdzieś na kontynencie europejskim. Trafiła się okazja do Włoch i tu jestem od Sycylii przez Sardynię aż do Rzymu. I tak od prawie 17 lat. Teraz pracuję od 10 lat jako operator w firmie, sprzątamy ogrody, biura, bloki. Jest to mała firma rodzinna i odnalazłam się w niej bardzo dobrze. Nie mając sztywnych godzin pracy i mogąc sama zorganizować mój dzień czuję się wolna.

Moje dzieciństwo spędzone w totalnej biedzie nauczyło mnie, że najważniejsze jest mieć własny dach nad głową, resztę można zawsze dodać. Dlatego już w wieku 15 lat miałam jedyne marzenie, które chciałam absolutnie spełnić. Wszyscy się śmiali, że bujam w obłokach, ale nie poddałam się.
Po 6 latach ciężkiej pracy, wysiłku, oszczędności, bez pomocy banków czy pożyczek wybudowałam mój własny dom na mojej ziemi. Teraz jest w fazie meblowania i estetyki. To co wzbudza w okolicy i wśród znajomych największe zdziwienie to to, że dziewczyna, sama, bez męża może postawić dom.

Nie zwracałam nigdy na to uwagi, od kilku lat zaczęło mnie to zastanawiać i doszłam do wniosku, że byłam chyba zawsze takim pionierem ... Przypomina mi to czasy, kiedy byłam pierwszą dziewczyną w okolicy, która uprawiała ziemię i prowadziła sama ciągnik. Wszyscy pokazywali mnie palcem, a potem powoli coraz więcej kobiet odkryło, że jechać przywieźć drzewo z lasu czy przetrząsnąć siano maszyną nie jest takie trudne. Moja sąsiadka w wieku 60 lat zrobiła sobie prawo jazdy!

Pamiętam byłam pierwsza na wsi, która nie trzymała psów na łańcuchu i prowadziła codziennie na smyczy. W tamtych czasach na wsi było to nie do pomyślenia, a potem coraz więcej dzieci nad rzekę przyprowadzało pieski…

Wiecie co dla mnie jest największym szczęściem teraz? To, że moją ścieżką poszła moja starsza siostra z mężem. Ma 56 lat widzieć ją siedzącą na kamieniu przed pierwszą postawioną ścianą jej własnego domku było dla mnie czymś wspaniałym ! Mój przykład dał im odwagę i po całym życiu spędzonym w wynajętych mieszkaniach w mieście teraz mają swój własny dom. Za każdym razem, jak wspominamy te 6 lat wspólnych działań pijąc herbatę, płaczemy jak dzieci. Moja siostra już się poddała, nie myślała, że kiedyś będzie miała własny kąt, z moją pomocą i rodziny męża postawili i go wykończyli.
Teraz w mojej okolicy budują się także dwie inne młode dziewczyny. Same ! Zaczęły w tym roku, to mnie bardzo cieszy, że zrobiłam pierwszy krok i osoby, które - tak jak ja - nie posiadają wielkich środków mimo wszystko zaczęły budowy domów i biorąc przykład ze mnie krok po kroku będą je wykańczać.

Nie wiem jeszcze jak potoczy się moja przyszłość, może wszystko się zmienić w kilka chwil.
Jakkolwiek mój los się potoczy wiem jedno - mam gdzie wrócić, mam mój cichy zakątek, cokolwiek przyniesie przyszłość. W najgorszym przypadku po przejściu na emeryturę mam 4 pokoje i dwie łazienki, mogę otworzyć maleńki dom na wakacje na wsi dla turystów. Wokół jest dużo zieleni i ścieżek rowerowych.

Przeszłam lata ciężkiej walki​, także psychologicznej z moją rodziną, która była nastawiona bardzo pesymistycznie do moich inicjatyw już od decyzji pójścia na egzamin kwalifikacyjny do jednego z bardziej renomowanych liceów, samotnego wyjazdu za granicę, po decyzję budowy domu.

Moja historia może nie być dla was inspiracją, bo nie skończyłam studiów (środki finansowe żeby przenieść się do innego miasta i kończyć naukę były wtedy marzeniem ), nie mam własnego biznesu. Po prostu uporem, sama, wbrew temu co mówiła moja rodzina i znajomi dałam radę spełnić moje największe marzenie i tego Wam wszystkim życzę.

Teraz idę do pracy i płaczę. Dobrze, że dziś pada.

Magdalena

 

PS. Jeśli podobał Ci się ten tekst i szukasz więcej inspirujących historii otaz motywacji, czekam na Ciebie na moim fan page`u "Emigracja po Sukces" https://www.facebook.com/EmigracjaPoSukces/.

Dołącz do wspaniałych ludzi, który - tak jak Ty - mieli odwagę, by wyjechać za granicę. Znajdziesz tam wsparcie i wiele pozytywnej energii. Bo emigracja może być szansą, trzeba tylko umiejętnie ją wykorzystać.

Do zobaczenia ! <3 

Ada Tomczak

Ada Tomczak

Ten blog powstał ponieważ uważam, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja przewróciłam swoje życie do góry nogami. Wiem, co to brak sił, by podnieść się z łóżka. Ale wiem również, że wszystko co złe też się kiedyś kończy. Codziennie ryzykuję, działam, podejmuję wyzwania, by moje życie było takie, jak chcę: zdrowe, aktywne, szczęśliwe. Ty również możesz to zrobić.

Czytaj dalej... ]

Więcej w tej kategorii: Moja emigracja »

6 komentarzy

  • Irena zasempa
    Irena zasempa niedziela, 28 styczeń 2018 09:08 Link do komentarza

    Cieszę się,że dałaś radę i po troszę jestem dumna z
    ciebie chociaż Cię wogule nie znam. mam takie same marzenia jak Ty;malutki domek gdzie będę mogła wrócić.Pozdrawiam i życzę wiele wytrwałości oraz sukcesów.

  • Marta
    Marta niedziela, 07 maj 2017 22:16 Link do komentarza

    Super historia. powodzenia i tak trzymać. marzenia się spełniają :)

  • Renata
    Renata niedziela, 07 maj 2017 14:52 Link do komentarza

    Jestes naprawde dziewczyna "con le palle "??.Naprawde jestes przykladem do nasladowania!!!zycze powodzenia na nastepne marzenia do spelnienia! !!pozdrawiam. Brava! !?

  • Mariola
    Mariola niedziela, 07 maj 2017 08:30 Link do komentarza

    Jesteś Wielka! Dałaś mi dużo do myślenia. Powodzenia życzę :)

  • Magdalena
    Magdalena niedziela, 07 maj 2017 04:34 Link do komentarza

    Dzięki Marcin.
    Każdy wysiłek, każde poświęcenie będzie zawsze przynosić satysfakcję jeśli ich owoce przeznaczymy na realizację naszych marzeń.
    Wiele osób na emigracji ma poczucie"poczekalni" , takiego straconego czasu na czekanie, poczucie bycia w zawieszeniu... myślę, że realizując swoje marzenia, choć minimalnie to odczucie neutralizujemy.

  • Marcin
    Marcin sobota, 06 maj 2017 20:04 Link do komentarza

    Bardzo wzruszajacy tekst... u mnie akurat nie pada (czasem wyspa zadziwia), a wciąż czuje łzy wzruszenia :) wspaniała historia o marzeniach, walce i determinacji!!! Prawdziwa i inspirujaca!!! Wszystkiego dobrego Ci zycze Magdo i mam nadzieje, że wciąż będziesz marzyć i realizować swoje marzenia!!!

Skomentuj

Upewnij się, że wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) są wypełnione.

Na Facebook`u

Najczęściej czytane