Witaj! ZALOGUJ SIĘ

Jak przechytrzyć "GADA" cz. 3

Gada nie można zniszczyć, gada nie można wyłączyć. Zresztą, w nagłych, niebezpiecznych sytuacjach gad się czasami przydaje. Daje nam przysłowiowego kopa, uruchamia mechanizm obronny. Ale gada można … oszukać ! A tym sposobem jest KAIZEN :)

Słowo pochodzi z języka japońskiego i oznacza „dobra zmiana”. Nie jest to jednak wyrażenie właściwe tylko dla Dalekiego Wschodu i trudne do przeniesienia dla naszej kultury, lecz termin ten narodził się w Stanach Zjednoczonych, w czasie II wojny światowej.  

Kaizen to wprowadzanie małych, możliwych usprawnień. Poruszanie się drobnymi kroczkami, tak niewielkimi, że w pierwszej chwili mogą wydawać się bezsensowne. Zbyt małe, by dokądkolwiek nas doprowadzić. Ale to pierwsze wrażenie. Bo to właśnie jest powód, dla którego to zadziała. I co najważniejsze – te zmiany będą tak nieznaczne, że nie zaalarmują mózgu gadziego. A on nie odetnie nas od wprowadzania tej zmiany. Będzie ona trwała i głęboka. Nauka kilku słówek dziennie, spacer wydłużony o 5 minut, odłożenie książki na półkę. Musimy postępować z nim po cichutku, na paluszkach, tak, aby się nie zląkł. Alby nie wszczął alarmu. Jak smok ze Shreka, który – gdyby nie Osioł, spał by smacznie dalej i słodkiej niewiedzy. I tu i tu gad :)

Robiąc zmiany po cichu zachowasz dostęp do tej części mózgu, która odpowiada za racjonalne i kreatywne myślenie. Maleńka zmiana, po której wprowadzamy następną i następną również drobną, które w efekcie doprowadzą nas do celu.  Bo przecież nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku, prawda ?

Z filozofią Kaizen spotkałam się kilka lat temu podczas szkoleń, potem pracując w korporacji. W sali socjalnej stało pudełko, na którym było napisane „If you wanna change something, say something” (jeśli chcesz coś zmienić, powiedz). Od nas, pracowników zaczynały się zmiany, które często znaczny miały wpływ na firmę o międzynarodowym zasięgu. My, małe żuczki, mieliśmy poczucie mocy sprawczej i bycia autorami wielu pozytywnych zmian. Drobna rzecz w naszym „akwarium”, jak choćby przestawienie kserokopiarki w inne miejsce spowodowało, że kilku osobom zwiększył się komfort pracy - wcześniej hałas i osoby próbujące z niej dojść, by z niej skorzystać, zakłócały pracę kilku tych, którzy mieli biurka „po drodze”. Niby nic takiego, a jednak tak wiele. Bo też i tak jest – nie zawsze trzeba serii kolejnych kroków, by dotrzeć tam, gdzie chcemy dojść. Czasami wystarczy ten jeden,  a ma on większa moc sprawczą niż można byłoby przewidzieć.

Jednak metoda Kaizen w wielu przypadkach działa w sposób mniej bezpośredni. Dzięki powtarzanym, kolejnym małym krokom tworzą się w mózgu nowe ścieżki neuronalne. Powstają nowe nawyki. Zanim gad zdąży zareagować, mózg ma już nową strukturę, zmiana jest czymś znanym, więc nie wywołuje lęku. To, co wcześniej wywołałoby panikę i włączyło alarm, zaczyna być postrzegane jako coś bezpieczne, znane. Jest to szalenie ważne przy np. zmianie nawyków zdrowotnych. Krok po kroku, bez frustracji i lęku, można przeprowadzić rewolucję.

Naukowcy twierdzą, że kiedy zdecydujemy się na wykonanie nowej czynności, np. poranne bieganie, zmuszamy nasz mózg do tworzenia nowych połączeń neuronalnych, które znikają niestety już po kilku minutach po jej zaprzestaniu. By nowe połączenie zostało wytworzone na stałe należy powtórzyć czynność ok. 20 razy. To znaczy, że jeśli biegamy przez 20 poranków z rzędu, to 21.dnia obudzimy się czując potrzebę biegania, a nie opór związany z wysiłkiem wyjścia na dwór i zmuszenia się do ruchu.

Zaczynanie od robienia kroków ma jeszcze jedną ważną zaletę – zaczynasz przejmować kontrolę nad własnym życiem. To skutkuje pewnością siebie i siłą, by iść dalej. Jeśli opanujesz najmniejsze i najprostsze sprawy, przechodzisz dalej, do trudniejszych. Nie odwrotnie. Idziesz we właściwym kierunku, masz odpowiednie podejście. To również świetny sposób na wyeliminowanie własnych złych nawyków bądź problemów.

To może odbywać się na różnych płaszczyznach.

W książce „Finansowy ninja” Michał Szafrański opisywał przypadek znajomej, która bardzo chciała pojechać do Tajlandii, ale koszt biletu przekraczał jej możliwości finansowe. Postanowiła do słoika odkładać wszystkie 5-złotówki, jakie trafiały do jej portfela każdego dnia. Nie odczuwała znacznej straty, a miesięcznie potrafiła uskładać nawet 160 zł. W ten sposób w 2 lata uzbierała na bilet. Dla jednych to długo, dla innych nie. Ważne, że cel osiągnięty. Można ? Można !

Dlatego, jeśli Ci na czymś zależy, masz jakiś cel, zacznij dzisiaj – od zrobienia małej rzeczy. To nie musi być coś wielkiego, pomyśl, co możesz zrobić i… zrób to. Jeśli wykonasz 1 % planu, to i tak więcej, niż gdybyś nic nie zrobił, prawda ? To świetny wynik :) Jutro kolejny 1 %. I tak po 2 dniach jesteś „do przodu” o 2 %. Czyli 2 % więcej niż 2 dni temu. Po tygodniu już 7 %, po trzech – 21 %, a tu już powoli zaczyna się tworzyć nawyk :) I potem już będzie wiele, wiele łatwiej. A teraz pomnóż to razy 365 dni. Widzisz ? Niesamowite, prawda ? Nawet, jeśli coś się po drodze wydarzy i będziesz musiał przerwać swoje działania, to i tak w dalszym ciągu Twoje działania przyniosły rezultaty, nawet jeśli nie osiągnąłeś upragnionego celu. Wiele osób nie osiąga nawet takiego sukcesu !

Pamiętaj też, że na sukces składa się mnóstwo zazębiających się działań i spraw, które wpływały na siebie wzajemnie. Kaizen to też ulepszanie i zmiany toczącego się już procesu. Pokażę Ci na moim przykładzie.

Moim celem jest bardzo dobra znajomość języka niemieckiego oraz sprawność fizyczna. W Polsce byłam bardzo aktywna, a że pracowałam dużo i do późna, nauczyłam się każdą chwilę wyciskać jak cytrynę. Przeprowadzka do Niemiec i organizacja życia od nowa, praca, sprawy rodzinne tak mnie zaabsorbowały, że nie dość, że nie miałam czasu, to jeszcze byłam bardzo zmęczona. Wiedziałam jednak, że działania z doskoku nie przyniosą rezultatu. Dlatego któregoś dnia usiadłam i zrobiłam przegląd tego, co robię w ciągu dnia i tygodnia. O której wstaję, jakie czynności muszę codziennie wykonywać. To pozwoliło mi na ustalenie, kiedy mogę albo pobiegać albo pouczyć się niemieckiego niejako „przy okazji”. W moim przypadku spacery z psem, które późnym popołudniem trwają mniej więcej godzinę, okazały się moją szansą. Tak więc mój pies jedno popołudnie biega ze mną, a drugie spaceruje – z tym, że ja na uszach ma słuchawki z mp3 z wgranym kursem niemieckiego. I w pięknych okolicznościach przyrody, jako że wokół pola i las, albo wyciskam z siebie (i Odiego) siódme poty, albo wywołuję uśmiech na twarzach mijanych osób, gdy na głos powtarzałam słówka. Oczywiście napotkałam po drodze przeszkodę – ja mogę biec bez przerwy, ale pies musi się zatrzymać, powąchać…postój być musi. No ale przecież nie o wyniki mi chodzi, tylko o ruch, więc gdy on chłepcze wodę w strumyku, to ja wykonuję jakieś ćwiczenia – przysiady, podskoki itp. Kolejną okazją było gotowanie. Spędzam w kuchni codziennie kilkadziesiąt minut, najbardziej pracochłonny jest obiad, więc gdy ja siekam, kroję i podsmażam, z laptopa lektor mi czyta książkę po niemiecku. Pewnie, że nie jestem tak uważna, jak gdybym usiadła w spokoju i wsłuchała się w treść. Ale książkę już czytałam, wiem, kto i dlaczego zabił :) W tym przypadku bardziej mi zależy na osłuchaniu się z językiem. Nawykłam też do noszenia tabelki z czasownikami przy sobie. Gdy siedzę w poczekalni u lekarza, a spędzam tam ostatnio sporo czasu, to zamiast pomstować, powtarzam. Z brakiem czasu na niemiecki borykał się też mój mąż – od kilku tygodni w drodze do i z pracy słucha mp3 z kursem. Codziennie 40 minut. W życiu by nie usiadł w domu i nie słuchał tych płyt :)

Listopad to taki… nijaki miesiąc. Wszyscy z niecierpliwością czekamy na Święta, na dworze coraz zimniej… Kiedy dziś, bogatszy w wiedzę na temat funkcjonowania naszego mózgu, barier i sposobów ich pokonywania, przeanalizuj wszystko jeszcze raz i zadaj sobie pytanie: „Od czego mogę zacząć i jak przygotuję się do następnego dnia, by wykonać pierwszy krok ?” Zastanów się też, dlaczego ten cel jest dla Ciebie tak ważny ? Jak będziesz się czuć, gdy zobaczysz pierwsze rezultaty ? Po czym poznasz, że zaczynasz osiągać swój cel ? „Kiedy będę bardziej fit, poczuję się lepiej we własnym ciele, dobre samopoczucie psychiczne wpłynie pozytywnie na całe moje życie”, „mój stan zdrowia nie będzie już źródłem niepokoju”, „będę pewniejsza swojej wartości, a przez to będę mieć lepsze perspektywy w znalezieniu dobrej pracy”, a „może wreszcie spotkam swoją drugą połówkę” … Więc może ten listopad to dobry moment na pierwszy krok ? Bo skoro nic szczególnego się nie dzieje, to może właśnie teraz warto zadziałać ?

A teraz zadanie domowe. Kiedy już masz swój cel i wiesz, jak się zabrać do jego realizacji, codziennie przed snem wyobraź sobie, jak będziesz się czuć, gdy już go osiągniesz. Wyobraź sobie szczęście, jakie będziesz odczuwać. Nasz mózg w gruncie rzeczy nie odróżnia emocji wynikających wyłącznie z wyobraźni od tych autentycznych, odczuwanych w prawdziwym życiu. Dlatego to ważne, żeby dostarczać mu takich, które będą sprzyjać realizacji tego celu. Poczuj to! Poczuj tą euforyczną radość! Fajnie, prawda?

To co? Zaczynamy? Zaczynamy! Trzymam za Ciebie kciuki!

Ada Tomczak

Ten blog powstał ponieważ uważam, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja przewróciłam swoje życie do góry nogami. Wiem, co to brak sił, by podnieść się z łóżka. Ale wiem również, że wszystko co złe też się kiedyś kończy. Codziennie ryzykuję, działam, podejmuję wyzwania, by moje życie było takie, jak chcę: zdrowe, aktywne, szczęśliwe. Ty również możesz to zrobić.

Czytaj dalej... ]

Skomentuj

Upewnij się, że wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) są wypełnione.

Na Facebook`u

Najczęściej czytane