Witaj! ZALOGUJ SIĘ

Małe rzeczy

Fot. Marcin Flieger (Leeds Festival 2015) Fot. Marcin Flieger (Leeds Festival 2015)

Najczęściej wielkie rzeczy sprawiają, że czujemy się zwycięzcami. Te wielkie decyzje, które w naszych oczach, oczach naszych bliskich i w oczach całego świata są najbardziej wartościowe. To one przewijają się w opowieściach rodzinnych, to one są powodem do zazdrości.    

Ale życie nie składa się tylko z tych dużych, ale również, a może przede wszystkim, z miliona maleńkich. Drobnych, z których każdego dnia wychodzimy zwycięsko i które popychają nas do przodu. Ale niestety są one nie tylko przez świat, ale co gorsze – przez nas samych nie zauważane i nie doceniane. 

Jeśli ukończysz studia i się obronisz, dostaniesz gratulacje. Jeśli wstaniesz do pracy wcześnie rano po nieprzespanej nocy, bo dziecko chore, nie będzie braw. Ogromny szacunek za pracę, jaką włożyłaś/włożyłeś w ukończenie szkoły, rozwój i podniesienie swoich kwalifikacji. Ale jeśli po ciężkiej nocy zrealizujesz choć część zadań, jakie przed Toba stały, również wygrywasz. Masz tego świadomość ?

Bo to te „małe” zwycięstwa – jeśli tylko je dostrzeżesz - mogą dodać Ci skrzydeł. Docenione dodadzą Ci wiary w siebie, wzmocnią poczucie wartości, poprawią nastrój. A jak zaczniesz szybować, ciężko będzie sprowadzić Cię na ziemię. Poczujesz, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ale jest warunek – musisz zobaczyć w sobie zwycięzcę.

METALLICA ! HERZLICH WILLKOMMEN IN DEUTSCHLAND

Trochę tak, jak z biletami na koncert zespołu Metallica w Koeln.

W przeciwieństwie do mojego męża nie jestem szczególnym miłośnikiem heavy metalu i jeżeli miałabym się wybrać na koncert to raczej celowała bym w okolicach... Chrisa Botti :D On natomiast często jeździł ze swoja ekipą na koncerty znanych na całym świecie grup grających takie ciężkie brzmienia. Ba, na koncert AC/DC zabrał naszą - wówczas 12 letnią – córkę, której też się bardzo podobało. Po takich wyjazdach wracał zmęczony, ale szczęśliwy, rozentuzjazmowany. Opowieściom nie było końca. Ja zawsze odmawiałam towarzystwa i powtarzałam, że jeśli już mam pojechać, to na Metallicę, która od czasu „Until it sleeps” i “Whisky in the jar” należy do grona moich największych faworytów. Jednak lata mijały, a okazja jakoś się nie pojawiała. 

My wyjechaliśmy z Polski, a Metallica przyjechała do nas. Decyzja zapadła – jedziemy. Cieszyłam się jak dziecko. To miał być mój debiut również jako łowca biletów i nie do końca byłam pewna, jak ogarnąć stronę internetową, gdzie w piątek, o godz. 10.00 miała rozpocząć się ich sprzedaż. Tego dnia pracowałam do 10.30, dotarcie do domu zabiera mi mniej więcej dwadzieścia minut.  W pracy uwijałam się jak dzik, żeby tylko nie zostać ani minuty dłużej. Kiedy przed 11-tą chwyciłam kurtkę i torebkę, włączyłam komórkę.... Okazało się, że sprzedaż ruszyła dokładnie o 10.03., a o 10.05 nie były ani jednego biletu. Oj, przepraszam, zostały pojedyncze miejsca w lożach, ale na ten luksus póki co nas nie stać. 

Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam… Najpierw przyszło wielkie zaskoczenie, nie mogłam w to uwierzyć. Tak po prostu ?! W 2 minuty game over ?! Potem rozczarowanie. 

Dotarłam do domu, przywitałam z psem (pocieszyciel na wszystkie smutki), zrobiłam kawę, zasiadłam przez laptopem. Z ciekawości uruchomiłam komputer – rzeczywiście, wymiecione co do jednego biletu. Kliknęłam na jeszcze jedną, która również zajmowała się ich sprzedażą…. OMG ! SĄ ! Niedobitki, jakieś pojedyncze, ale są !

Zaczęłam klikać jak oszalała. Strona była przeciążona, nie wszystkie funkcje prawidłowo działały. Widziałam, jak miejsca „gasną” jeden po drugim… Przy szóstym podejściu, kiedy już moje ciśnienie szybowało w okolicach Boeinga lecącego z Dusseldorfu do Emiratów Arabskich - są ! Nie obok siebie, ale są ! Kliknęłam na pierwsze, pojawił się w rogu zegar, który odmierzał mi – zdaje się 8 minut do zakończenia transakcji. 7.59, 7.58, 7.57… Zaznaczam 3 miejsca, przechodzę dalej. Strona działa powoli, w przeciwieństwie do zegara – 5.31. 5.30, 5.29…

Przechodzę dalej, pojawiają się dane do rejestracji, a ja z emocji zapominam numeru telefonu. I tu cudownie zadziało prawo Murphy'ego: „ Jeśli wiesz, że coś może pójść źle i podejmiesz stosowne środki zapobiegawcze, to źle pójdzie coś innego”.  Czyli telefon się zawiesił.  Jaki ja mam numer telefonu ?! Jaki był ten numer ?! A na zegarze  4.23, 4.22, 4.21…

Zostaje minuta z groszami, kiedy kończę zamówienie. Przychodzi potwierdzenie. Są !

I tak od piątku nie schodzi z mojej twarzy uśmiech.  Biegam i się uśmiecham. Gotuję i się uśmiecham. Sprzątam i się uśmiecham.

Bo gdy już adrenalina zeszła ze mnie, kiedy emocje opadły zaczęłam się zastanawiać.

BO TO NIE O BILETY CHODZI…

Widzisz, bo to tak naprawdę nie o bilety tu chodzi. Błahostka. Pierdoła. Ważniejsza jest lekcja i wnioski, które z niej wyciągam.  

To naturalne, że zdarza mi się zwątpić. W siebie, w najbliższych, w powodzenie jakiegoś planu, w sukces. Ale wiem, że każdy to przeżywa. Nie jestem ani lepsza ani gorsza, gdy pojawia się we mnie poczucie, że się nie uda, że nie dam rady. Mam prawo czasem tak myśleć.

Ale wiem też, że trzeba próbować. Trzeba przyjąć to poczucie, nazwać je, a potem po prostu wziąć się w garść i próbować raz jeszcze. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I kolejny.

Jeśli wydaje się, że się już nie uda, że szansa stracona -  czasami tylko się wydaje. Trzeba szukać, sprawdzać, bo może drzwi się zamykają, ale jeszcze nie zamknęły. I uda się jeszcze prześlizgnąć.

Czasami jest plan, który już na początku się sypnie. I też tak bywa. Ale to nie znaczy, że trzeba odpuścić. Jeśli mam poczucie, że jest niezły, przemyślany i wart zachodu - trzeba go troszkę zmodyfikować albo po prostu – jeśli się da – iść dalej, a ścieżki same się pojawią. Wszechświat odpowiada na nasze oczekiwania, prośby, marzenia.  Tak to jest ze zwycięzcami.

Może warto pochylić się czasem nad tym, jak wiele „małych sukcesów” odnosimy każdego dnia. Tych mało spektakularnych, bez braw.

Dlatego zatrzymaj się i przypomnij sobie, co takiego zrealizowałaś/ zrealizowałeś w ostatnim czasie, a co wymagało od Ciebie wysiłku, planu, dobrej organizacji. Przypomnij sobie te małe, drobne sprawy. A potem kolejne. Znajdź takich kilkanaście na przestrzeni ostatnich dni, tygodni. Widzisz, jak wiele udało Ci się osiągnąć ? Jak wiele razy wygrywasz każdego dnia ? 

Jeśli zaczniemy dostrzegać te małe zwycięstwa, pozbędziemy się strachu i uwierzymy w siebie. A wówczas odnajdziemy w sobie moc do sięgania po większe. Nie tylko będziemy patrzeć w gwiazdy. Będziemy po nie sięgać.

I tego Tobie i sobie życzę.

Ściskam Cię mocno, mały-wielki Zwycięzco,

AT

 

PS. Na moim fan page na FB spotykają się niesamowici ludzie, którzy tak jak Ty mieli odwagę wyjechać i żyć za granicą. Znajdziesz tam wsparcie, motywację do działania i wiele pozytywnej energii. Jeśli masz ochotę, dołącz do nas:  Emigracja po Sukces 

Przedsiębiorcze, zaradne, ambitne kobiety zapraszam do grupy "Polki sobie radzą, społeczność przedsiębiorczych emigrantek". Grupy kobiet z całego świata, które nie czekają, tylko biorą sprawy w swoje ręce - uczą się, rozwijają, zakładają biznesy. Wspieramy się, motywujemy i inspirujemy nawzajem. Warto !

Zapraszam Cię również do pobrania darmowego E-BOOKA który przygotowałam specjalnie z myślą o emigrantach. Zatytułowałam go  "Bo wszystko zaczyna się od pierwszego kroku..." Sama jestem emigrantką i doskonale rozumiem, z czym się mierzymy. Jakie mamy wątpliwości, jakie potrzeby, czego się boimy i za czym najczęściej tęsknimy. Doskonale też wiem, że wszystko zaczyna się od pierwszej decyzji i pierwszego ruchu. Od małej zmiany, która pociąga za sobą kolejne. A wówczas ani się obejrzymy, a już jesteśmy na właściwej ścieżce :) Wierzę, że ten E-BOOK pomoże Ci zrobić pierwszy krok ! Znajdziesz w nim mądre i wartościowe ćwiczenia, dzięki którym spojrzysz na swoją emigrację jak na szansę. Historia Marty mocno Cię zainspiruje i wierzę, że gdy tylko dojdziesz do ostatniej strony ruszysz z impetem realizować swój cel.  Jaki on jest ? Nie wiem, co postrzegasz jako sukces. Ale czymkolwiek oby on nie był, ten e-book Cię na pewno zmotywuje do działania ! Zapisz się na newsletter i pobierz E-BOOK.  

Znajdziesz mnie również na Instagramie i LinkedIn

A jeśli spodobał Ci się ten artykuł - udostępnij ! Dziękuję ! <3

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE ! 

Ada Tomczak

Ten blog powstał ponieważ uważam, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja przewróciłam swoje życie do góry nogami. Wiem, co to brak sił, by podnieść się z łóżka. Ale wiem również, że wszystko co złe też się kiedyś kończy. Codziennie ryzykuję, działam, podejmuję wyzwania, by moje życie było takie, jak chcę: zdrowe, aktywne, szczęśliwe. Ty również możesz to zrobić.

Czytaj dalej... ]

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) są wypełnione.

Na Facebook`u

Najczęściej czytane