Witaj! ZALOGUJ SIĘ

Wspinaczka

Jestem optymistką. Do tego stopnia, że nie tylko widzę szklankę w połowie pełną. Ja gnam napełnić ją wodą, by inni zobaczyli, że jest w niej więcej, niż mniej.  Wierzę, że zawsze coś jest po coś. Że gdy zatrzaskują się drzwi, to inne się cichutko uchylają. Czasami tego sensu nie dostrzegam od razu, czasami szukam. Są i takie porażki, takie dramaty, których do dziś nie rozumiem i czasem boję się, czy kiedykolwiek zobaczę w tym jakiś sens. Na niektóre odpowiedzi czekam od lat. Wierzę, że przyjdą.

Ale nawet największy optymista ma taki dzień,
kiedy się wszystko wali.

Pisałam już raz o tym, że jeśli wydaje Ci się, że gorzej już być nie może – to Ci się tylko tak wydaje.  I takie były moje ostatnie cztery dni. Środa to – zgodnie z astrologią – kiepski dzień dla Ryb. Nic się nie udaje, wszystko pod górę, porażka porażką pogania. Ja doszłam w moich środowych upadkach do perfekcji – mi się nawet nie udaje załatwić oczywistych spraw, o przenoszeniu gór nie wspominając.

W tą środę otworzyłam skrzynkę na listy, były dwa. Jeden powalił mnie na kolana, drugi odebrał prawie całą moc, więc ledwie doczołgałam się do windy. W domu, na spokojnie, próbowałam głęboko pooddychać i poszukać rozwiązania. Nie znalazłam. Ale wiedziałam, że jutro czwartek, a czwartek to zazwyczaj fajny dzień. Coś dobrego się zdarzy. Umordowana poszłam spać licząc, że jutrzejszy dzień może jakoś środę wynagrodzi… W czwartek otwieram skrzynkę na listy. Pomyślałam, że przecież dziś czwartek, więc bez przesady! No, widocznie środa to było mało. Czwartkowa korespondencja doprowadziła mnie do łez. Reszkami sił wykrzesałam resztki nadziei, że przecież kolejny dzień to piątek. A w piątek człowiek taki radośniejszy, entuzjastycznie patrzy przed siebie bo weekend, wypoczynek…  Tak wiem, wiem, czepiam się tej nadziei jak pijany płotu… No niestety -  w piątek, po rozmowie z szefową czułam się tak, jakby przejechał mnie walec. W sobotę córka „uderzyła” w najbardziej czuły punkt… Taaaa…. dzieci wiedzą najlepiej, gdzie najbardziej boli…  Dopiero późnym wieczorem powoli zaczęłam się zbierać…

 I tak to jest. Nawet najbardziej wytrawny wędrowiec czasami opada z sił. Gdy zbyt wiele się zdarza na raz. Gdy całe dnie, tygodnie, miesiące na Tobie spoczywa ciężar odpowiedzialności za rodzinę czy sprawy zawodowe. Gdy ilość obowiązków zaczyna Cię przyduszać. Gdy nie masz już sił dźwigać wszystkiego sam. Albo gdy wszyscy na Ciebie liczą, Ty wiesz, że nie możesz ich zawieść. Aż nagle pewnego dnia jedna wiadomość, jedno zdarzenie, o jedno słowo za dużo powodują, że nie masz sił wstać z łózka. Że jest Ci wszystko jedno. Niech się wali, niech się pali, Ty już po prostu nie dasz rady. I jest Ci wszystko jedno, czy jest jakaś szklanka, czy jest pełna czy pusta…

I skąd wziąć siłę? Co zrobić, żeby rano wstać?
Jak zobaczyć nadzieję w beznadziei?

Chciałam ukończyć ten tekst wcześniej, ale się nie udało. I choć skończyłam pisać późno w nocy, nadal nie byłam z niego zadowolona, wciąż poprawiałam. Bo tak naprawdę nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie: skąd brać siłę? Co sprawi, że rano wstaniesz z łóżka i spojrzysz z nadzieją kolejny dzień?

Czy może ją dać poczucie odpowiedzialności, więc zaciśniesz zęby i pójdziesz dalej? A może Twój wewnętrzny imperatyw – „musisz”, „dasz radę”, „nie poddawaj się” popchnie Cię do działania? A może świadomość, że inni mają gorzej, więc grzechem jest narzekać? A może wstyd przed innymi? Przed tym, co powiedzą, jak zareagują? A może rodzina i poczucie, że dla nich musisz jakoś ogarną tą rzeczywistość? Liczą na Ciebie, nie możesz ich zawieść…  A może filmy motywacyjne? A może opowieści, jak inni sobie poradzili w trudnych sytuacjach? Wówczas często uruchamia się w głowach „skoro oni mogli, dlaczego nie ja?” A może fachowa pomoc, bo to już zaszło tak daleko, że czas porozmawiać z lekarzem, psychologiem, terapeutą?

Czasem trzeba się po prostu komuś wygadać.  Czasem poprosić, by ktoś był obok. Czasem trzeba się wyryczeć. Czasem wybiegać. Czasem wystarczy dobra książka. Czasem potrzeba wódki w straszliwej ilości. Czasem porządnie się wyspać. Czasem seriale, ciurkiem sześć sezonów, by sprawy nabrały czasowego dystansu. Czasem trzeba sięgnąć po leki.

Nie wiem, co dla Ciebie jest najlepszym rozwiązaniem. Wiem natomiast jedno. Szukaj pomocy. Zadbaj o siebie. Mało prawdopodobne, by ktoś się wspiął po stromej skale bez sprzętu: liny, uprzęży, haków. Maratończycy biegnąc mają przy sobie wodę, żele czy też batony energetyczne. A przecież często nasze życie przypomina wspinaczkę lub bieg z przeszkodami. 

„Zawsze będzie kolejna góra,
którą będę chciała poruszyć
Zawsze będzie jakaś walka do stoczenia.
Czasem będę musiała przegrać”.

Miley Cyrus, ”The Climb”

Otrzymywałam w życiu gorsze wiadomości, przeżyłam gorsze upokorzenia, a mimo wszystko dałam radę. Świat walił mi się na głowę i przeżyłam. Nie mogę zmienić przeszłości. Nie cofnę decyzji, które podjęłam. Nie wszystko mogę naprawić. Czasem nie mam do kogo powiedzieć słów, które powiedzieć powinnam. Nie zawsze znajdę rozwiązanie. Czasami po prostu przegrywam. Czasem bez sił padam na łóżko. Czasem bez sił wstaję.

Ale wstaję. Bo jedyne, co mogę, to mieć wpływ na przyszłość. Na to, co się dzieje tu i teraz oraz na moje dalsze życie. I ta świadomość daje mi siłę, motywację, by iść dalej. Mogę albo się poddać, albo spróbować żyć dalej. Kiedy już czuję, że dalej nie dam rady sama, proszę o pomoc.

Wiem, że są tacy, którym w życiu przychodzi wiele rzeczy łatwiej. Mówi się o nich, że urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą Znam ich. Widzę ich każdego dnia. Nie muszą się spinać, tak szarpać, wysilać. Starają się, uczą, pracują, a jednak los jest dla nich jakby bardziej łaskawy. Jakby tych porażek mniej, a jak są, to jakby takie mniej dotkliwe. Ciągną za sobą walizkę różnych doświadczeń, ale większość z nich to dobre niż złe. Urodzili się w lepszym miejscu, innych czasach, z większym wsparciem, możliwościami, które potrafili dostrzec i wykorzystać. Stoją za nimi ludzie gotowi do pomocy. Zazdroszczę im.

Bo moje życie to wspinaczka. Zawsze takie było i zapewne będzie.

Ale wiesz co? Każdego dnia staram się żyć najlepiej, jak potrafię. Pokochałam góry, pokochałam bieganie. Dam radę!

A Ty? Ty wsłuchaj się w siebie! Zobacz, co daje Ci energię, a co ją zabiera. Poproś o pomoc. Nie poddawaj się. Nie odpuszczaj. I nie jest ważne, jak dużo czasu zajmie Ci pokonywanie Twojej góry. Ważne, że się wspinasz.

 

Miley Cyrus, ”The Climb”

Ada Tomczak

Ten blog powstał ponieważ uważam, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja przewróciłam swoje życie do góry nogami. Wiem, co to brak sił, by podnieść się z łóżka. Ale wiem również, że wszystko co złe też się kiedyś kończy. Codziennie ryzykuję, działam, podejmuję wyzwania, by moje życie było takie, jak chcę: zdrowe, aktywne, szczęśliwe. Ty również możesz to zrobić.

Czytaj dalej... ]

Skomentuj

Upewnij się, że wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) są wypełnione.

Na Facebook`u

Najczęściej czytane