Witaj! ZALOGUJ SIĘ

Zrozumieć siebie

Fot. Marcin Kluczek Fot. Marcin Kluczek

Mówił, że szczęśliwym bywał. Swoim studentom z piątku na poniedziałek zadawał zadanie: napisać pięć dobrych rzeczy, które zdarzyły się przez ostatni tydzień w ich życiu, w ich rodzinie, w ich społeczności, w ich kraju i na świecie. Po to, by znaleźli równowagę. Bo tak wiele wokół dzieje się złego, że zaczynamy tracić z oczu to, co dobre. A dobre przecież objawia się nam codziennie. Wystarczy to dostrzec.  

Był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli nauk humanistycznych. Prawnikiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. praw człowieka, pisarzem, publicystą. Współtworzył polską konstytucję. Człowiekiem odważnym, który nie bał się mówić o swojej chorobie, o alkoholizmie. Wielki przez swoją wiedzę i pokorę. Nazywał siebie „feministą”. Miał ogromny dystans do siebie.

Ci, którzy go znali, na myśl o Nim uśmiechają się.

Najmocniej wyryła mi się w pamięci ta wypowiedź:

"Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność. Ja zapisuje rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej, niż można osiągnąć.”

Przyznam się, że różnie jest z tym u mnie. Zazwyczaj z listy nie tylko nie usuwam, ale i dodaję kilka zadań. Pod koniec dnia „odhaczam” jako zrealizowane. Satysfakcja ogromna, choć wysiłek też niemały.

Zdarzają się jednak takie ranki, że rzeczywiście zadania z listy skreślam, przesuwam na później. Ale czasem nawet nie patrzę na listę i modlę się, by jakoś przeżyć dzień, żeby tylko jakoś przeżyć… 

No właśnie. Bo czasem trzeba odpuścić. Nic nie musieć. Nie wymagać od siebie więcej, niż czujemy, że damy radę. Zatroszczyć się o siebie. Zwolnić. Dać sobie czas. Bo zbyt wielkie wymagania wobec siebie niosą często porażki. Gdy jest ich zbyt wiele, nie tylko nie wzmacniają, nie hartują, ale osłabiają, jak choroba. A wówczas trudno być odpornym na kolejne uderzenia.

Zdarza się, że te najdotkliwsze przeżywamy jak poszczególne etapy żałoby. Najpierw szok, niedowierzanie, zaprzeczenie. Potem pojawia się trudność, by zachować równowagę, zebrać się w sobie, wykrzesać energię. Mamy poczucie krzywdy, niesprawiedliwości. Potem zaczynamy się złościć na wszystkich i wszystko wokół: na los, na świat, na ludzi, na Boga. Potem dopada nas smutek, apatia, nie jesteśmy zdolni do podejmowania żadnych działań. Widzimy przyszłość w czarnych barwach. A potem powoli odzyskujemy równowagę, zaczynamy odżywać, bacznie rozglądać się wokół szukając nowych możliwości.

W zależności, jak wielki to upadek, pomijam niektóre etapy albo cały proces przechodzę w kilka - kilkanaście minut, godzinę, dzień bądź dwa. Ale zdarzało się, że tak mocno się starałam, wierzyłam z całych sił i… znokautowana padłam na deski. Wówczas potrzebowałam nawet tygodnia, żeby się podnieść, poprawić koronę i wziąć się z powrotem do działania. Czy wracałam silniejsza ? Nie wiem. Czasem tak, czasem nie. Wszystko zależy od tego, jak mocne było uderzenie.

Wiem, że warto wymagać od siebie, stawiać wysoko poprzeczkę, dążyć do realizacji celów. Ale też warto czasem spojrzeć ze zrozumieniem i powiedzieć: zrobiłam tyle, ile mogłam. Tyle, ile mogłem. Ni mniej, ni więcej. I to wystarczy. Nie szukać usprawiedliwień, nic sobie nie wyrzucać, nie wbijać się w poczucie winy, dręczyć wyrzutami sumienia. 

Po prostu spojrzeć w lustro, uśmiechnąć się i… odpieprzyć się od siebie.

….

Prof. Wiktor Osiatyński.

Będzie Go bardzo brakowało.

AT 

Ada Tomczak

Ten blog powstał ponieważ uważam, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Ja przewróciłam swoje życie do góry nogami. Wiem, co to brak sił, by podnieść się z łóżka. Ale wiem również, że wszystko co złe też się kiedyś kończy. Codziennie ryzykuję, działam, podejmuję wyzwania, by moje życie było takie, jak chcę: zdrowe, aktywne, szczęśliwe. Ty również możesz to zrobić.

Czytaj dalej... ]

Skomentuj

Upewnij się, że wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) są wypełnione.

Na Facebook`u

Najczęściej czytane